Fora internetowe – 22 marca 2008
Mam marne doświadczania jeśli chodzi o fora internetowe i teraz już zdecydowanie odmawiam prośbom aby ogłaszać jakieś problemy na prośbę ludzi, którzy nie mają dostępu do sieci.
W sprawie Mony – Naiwnie zwróciłam się o pomoc do kociego forum ale tu niestety nie znalazłam zrozumienia. Dziwne ale prawdziwe! Przecież mieszkanie nie jest z gumy – nie dobuduje sobie dodatkowego pokoju dla kota, który chce być sam. Niby można by było zamknąć ośrodek adopcyjny, pooddawać po trochu koty do adopcji i tak wszystko urządzić żeby w jednej kociarni był jeden outsider a w drugiej cała reszta. Pomysł może i dobry ale głupi. Na forum doszło do karczemnej pyskówki – forumowicze stwierdzili ze to pewnie ja ukrzywdziłam tę kotkę, że ona teraz nie chce być z innymi kotami. Stanęli nawet po drugiej stronie barykady. Ktoś nawet stwierdził, że „sprowadziłam rodzinie na głowę gromadę kotów, brud i smród”. Mało tego, że ten ktoś mnie w ogóle nie zna i nigdy u mnie nie był i nie widział warunków na własne oczy, to takie komentarze pisała uczestniczka forum o tematyce ratowania bezdomnych kotów!!! W końcu poprosiłam moderatora o wykasowanie moich wątków i od tej pory unikam wszelkich forów internetowych.
Co do forum to wszystkie są takie same. Zostałam wywalona z forum o zupełnie innej tematyce (fani znanego gwiazdora) gdzie nawet nie dyskutowałam specjalnie lecz chciałam sprzedać swoją kolekcję o tej tematyce. Porzuciłam idola – czyli ZDRADZIŁAM! Kiedyś napiszę o tym moim poprzednim hobby. Mam gdzieś w poczcie całą korespondencję z jakąś fanką, która mnie strasznie zmieszała z błotem, że porzuciłam idola i zajęłam się zwierzętami. Można się pośmiać.
Pamiętam też inną sytuację z innego forum. Chodziło o koty umierającej staruszki, które rodzina chciała wszystkie uśpić. Sprawa toczyła się kilka miesięcy: kociarze i sąsiadki kontra rodzina pragnąca zagarnąć mieszkanie. Wszystko skończyło się dobrze bo wszystkie koty udało się uratować. Pamiętam, że ktoś kociarzy prosił mnie aby ogłosić tę sprawę na forum z prośbą o pomoc. Było to niestety tuż przed Bożym Narodzeniem. Jeden komentarz pamiętam do dziś: ktoś się oburzył jak ja mogę ogłaszać takie rzeczy w Święta!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! A napisała to wielka kociara!
Jeśli chodzi o fora internetowe to ja chyba nie mam podejścia i nie umiem przedstawić sprawy w sposób zachęcający. Może? Nie wiem! Ludzie, którzy nie mieli dostępu do Internetu często mnie prosili, żeby ogłaszać jakieś apele. A ja to naiwnie robiłam. Scenariusz był taki: ogłaszam jakiś apel o pomoc dla kotów, które są gdzieś na drugim końcu miasta licząc naiwnie, że może ktoś mieszka w tej okolicy i może coś zrobić. Przecież ja nie jestem w stanie pracując zawodowo i zajmując się swoimi kotami jechać na drugi koniec miasta i prowadzić tam interwencje. Faktem jest trochę nie mam predyspozycji do zajmowania się interwencjami. Robię tyle ile mogę – prowadzę ośrodek adopcyjny i zajmuję się sterylizacjami. Zawsze gdy cos takiego ogłaszałam padały tylko porady. Nikt nie deklarował pomocy tylko radzono mi co ja mam zrobić. Porada numer jeden, która rozwiązuje wszystkie problemy to… „porobić zdjęcia kotom i rozwieszać ogłoszenia”. Czyli np. rodzina zmarłego wzywa Paluch aby zabrał koty a ja mam przyjeżdżać i robić zdjęcia!!!! Na ogół to jest sprawa dni wiec ogłaszanie nie ma sensu bo i tak nie znajdzie się domów w kilka dni. Trzeba te koty gdzieś umieścić. Tylko niestety nie ma gdzie.
Z drugiej strony ogłaszanie i zwalanie problemu na kogoś i liczenie, że ludzie się zorganizują jest naiwnością.
Żeby coś osiągnąć należałoby rozpoznać dokładnie sytuację – często to co mówią ludzie zgłaszający problem dalece mija się ze stanem faktycznym. Następnie opracować jakiś plan działania i dopiero wtedy szukać ludzi do pomocy. I trzeba nimi pokierować.
Kiedyś (chyba ok. 2 lata temu) zadzwoniła do mnie pani, która prosiła o pomoc dla kotów. Zmarło małżeństwo, którzy mieli gromadkę kotów. Pozostał ich ojciec staruszek, który przyjeżdżał z drugiego końca miasta aby codziennie dokarmiać te koty. Przejęłam się i ogłosiłam tę sprawę na forum. Uzyskałam porady żeby pojechać i porobić zdjęcia tym kotom. Posty sugerowały, że to moje sprawa i to ja powinnam się tym zająć, co mnie strasznie irytowało. Ktoś z forum zadeklarował, że pojedziemy razem i porobimy zdjęcia. Ustaliłyśmy termin gdy oboje możemy. Zadzwoniłam do starszego pana, który oświadczył mi, że koty są już w schronisku bo sąsiedzi poradzili mu takie rozwiązanie. Minęło 2 dni a wcześniej starszy pan deklarował, że będzie jeździł i karmił koty.
Od tej pory nie ogłaszam niczego na żadnym forum. Jeśli mogę coś zrobić to robię. Niestety nie mogę zbyt wiele.
Kiedyś była taka sytuacja, że starszy pan miał być zabrany do domu opieki. Karmiciele ustalili z rodziną, że zostawią jego koty w mieszkaniu na ok. tydzień żebyśmy mieli czas coś zorganizować. Było tam 6 kotów. Mieli zaprzyjaźnioną sąsiadkę, którą nazywali ciocią. Zadzwoniłam tam jadąc do pracy tylko po to aby się dowiedzieć jak sprawy stoją. I oto usłyszałam, że staruszek został odwieziony i właśnie czekają na ekipę z Palucha po koty. Zaczęłam gorączkowo wydzwaniać gdzie się da i uzyskałam obietnicę tymczasowego domu dla 1 kota. Ja miałam wziąć 1, w końcu zdecydowałam się wziąć 2. Więcej nie udało mi się uzyskać. Rodzina zupełnie nie wykazywała zrozumienia co ja w ogóle chcę. Ostatecznie zgodzili się, zostawić 3 koty do wieczora. Pan mi się tłumaczył, że nie mógł dojeżdżać i karmić kotów bo mieszka daleko, pracuje a w ogóle był ze staruszkiem w konflikcie itp. Kiedy poprosiłam, żeby dał mi lub zakupił trochę karmy dla tych kotów (pan jeździł dobrej klasy samochodem), zobaczyłam uśmieszek politowania i stwierdzenie, że przecież ja sama chciałam wziąć te koty i właściwie nie wiadomo dlaczego bo po co sobie brać kłopot na głowę, skoro był Paluch i można było bez problemu sprawę załatwić.
Share
Dodaj komentarz