Pamiętnik Kociary – 8 marca 2008
Z Gracja jest źle. Od 2 dni właściwie nie je. Wczoraj jeszcze biegała a dziś już tylko siedzi. Jest bardzo wychudzona. Czy ona cierpi? Podobno mocznica zamula i nie wiele się czuje. Korespondowałam kiedyś z dziewczyna z N.Zelandii, która miała problemy z nerkami. Opisywała, że nie może pracować bo ciągłe czuje się zmęczona, boli ja głowa. Jakieś rok temu dostałam SMSa, że miała przeszczep nerki.
Niestety przeszczepów u kotów nie robią. Gracja nie poddaje się, żadnym leczeniom. Nawet leku niegorzkiego w strzykawce nie można jej podać. Kroplówki to była gehenna bo nawet z kaftana udawało jej się wyswobodzić. Jest to dylemat czy leczyć ja na siłę, a raczej przedłużać życie, i zamienić jej ostatnie dni w piekło, czy zostawić sprawy tak jak natura chce. Biedna Gracja!
Można się pocieszać, że miała dobre życie. Ponieważ była dzika to wypuszczałam ją na ogród i łaziła po całych dniach. Znikała na całe tygodnie. Kiedyś zginęła na 2 miesiące. Próbowałam jej szukać ale bez rezultatu. Okazało się, że przybłąkała się do jakiejś starszej pani mieszkającej na sąsiedniej ulicy i przychodziła do niej co wieczór. W końcu ci ludzie przecięli obrożę z adresatka, odczytali numer telefonu i zadzwonili do mnie. Mówili nawet, że być może mogliby ja adoptować ale nigdy potem nie zadzwonili.
Gracja nie lubiła innych kotów. Po tym zaginięciu znacznie mniej ja wypuszczałam. Bałam się, że zginie. Może stres powodował u niej chorobę??? Kto to wie? Z reszta może jest już stara. Właściwie nie wiadomo w jakim jest wieku, ale 7 lat to minimum, a może być znacznie starsza.
U Tamarki nie widać żadnych oznak choroby poza futerkiem, które się trochę dzieli. Ale Tamara to co innego, wszystko można z nia zrobić, a przy kroplówkach leży spokojnie i nawet się nie ruszy. Idealny kot do leczenia. Ale jak długo to potrwa? Pewna osoba mówiła mi, że utrzymuje przy życiu kotkę z mocznicą 2 lata – 2 razy dziennie robią małą kroplówkę.
Szrek ma się całkiem dobrze. Oczka ma już ładne. Futerko jest nadal nieładne ale potrzeba 2 miesięcy żeby taki zabiedzony kot doszedł do siebie.
Mija już 7 tygodni odkąd jego wysokość zamyka wewnętrzne drzwi – muszę chodzić z kluczami. Myślę, że to się skończy gdy wejdzie tu ktoś inny z rodziny i zostanie zamknięty na klucz. Dojdzie do awantury i jego wysokość będzie musiał zaprzestać zamykania. Mówi się, że zło i dobro wraca do człowieka: jeśli ktoś zrobi coś dobrego to po jakimś czasie świat odpłaca mu się dobrem, podobnie bywa ze złem. Ale czy to sie sprawdza? Tyle czasu spędzam opiekując się kotami, od pół roku leczę kotkę chora na mocznicę i czy z tego powodu spływa na mnie jakiś dobro? Nie zauważyłam? Dobra żadnego, za to dużo zła w postaci ustawicznych pretensji a w szczególności żalów jego wysokości, że zagarnęłam graciarnię i przeznaczyłam dla kotów i nie ma gdzie śmieci składować. W gruncie rzeczy nie ma to nic wspólnego z kotami gdyż jęczenie i narzekania były sa i będą a powód się zawsze znajdzie.
A propos śmieci to koty w końcu zabrudziły duża tapicerowaną poduszkę. Uprać tego się nie da. Zastanawiałam się co z tym zrobić i położyłam w zbiorowisku rodzinnych szpargałów. Następnego dania poduszka znalazła się w kuble na śmieci. W sumie żadna strata ale… Jeśli Jego Wysokość gromadzi zwały starych gratów to nikomu nie przeszkadza. A jak ja coś do tej kupy śmiecia dołożę to natychmiast zostaje wyrzucone do śmietnika.
Jedyną dobra strona kupy śmieci jest to, że można postawić trochę chrupek dla kotów. Przychodzi tam czasem taki czarny kocur (pojawia co pare dni) i od paru miesięcy zostawiam dla niego miskę chrupek.
Normalnie Jego Wysokość zawsze wyrzucał jakiekolwiek jedzenie wystawione dla kotów czy wode. Teraz jakoś tego nie robi ale chyba dlatego, że nie chce mu się przedzierać przez te szpargały.
Dodaj komentarz