Pamiętnik kociary – czerwiec/lipiec 2008
6 czerwca 2008
Frezja została zwrócona z adopcji. Niestety nie dogadała się całkowicie z kotką rezydentką. Zdziwiłam się, że koteczka zupełnie nie urosła przez te prawie 2 miesiące.
6 lipca 2008
Nic specjalnego się nie wydarzyło. Udało się odłowić kotkę Frytkę, która została wysterylizowana. Okazała się koteczką oswojoną, przymilną. Ale zdecydowałam się ją wypuścić, gdyż żyje ona na spokojnej ulicy. Jednocześnie okazało się, że jest kotką prawdopodobnie 8-letnią i jest niemal kotką domową starszej pani. Niemal bo koteczka chodzi swobodnie i czasem nocuje i tej pani w domu.
W międzyczasie Maczuś wyzdrowiał i udało się go wykastrować. Kachna znalazła dom. Tamarka ma się dobrze. Jest piękne lato – upały, a ja lubię upały i ciepło.
3 sierpnia 2008
Moja sytuacja rodzinna jest bardzo zła. Właściwie nie mam ochoty o tym pisać. Matka stanęła po stronie swojego męża. Właściwie nigdy nie było między nami zrozumienia. Wydawało mi się, że mam z nią dobre relacje. Starałam się jakoś zaskarbić sobie jej przyjaźń przez wspólne zakupy, gotowanie, rozmowy o książkach z biblioteki. Od dawna obie interesujemy się zdrową żywnością i razem robimy zdrowe wynalazki. Ja robię codziennie rano musli, piekę chleb na zakwasie a matka robiła serki z olejem lnianym. Jeszcze pare miesięcy temu nosiłam ciężkie siaty z z bazaru żeby DLA NIEJ kupić jakieś fajne warzywa i owoce. Dźwigałam ananasy i szarony bo na bazarze były tanie. Oczywiście wszystko to na nic bo przy pierwszej scysji z jej mężem wzięła jego stronę. Teraz oboje twierdzą, że konflikty są przez koty. Konflikty trwają od 30 lat a kotami zajmuję się od 5.
Jest to bardzo przykre, że własna matka… Od lutego 2008 nie rozmawiam z nim. Nie było żadnych kłótni, w ogóle nic się nie działo. Poza tym, że uporczywie zamyka na zasuwkę wewnętrzne drzwi. Noszę klucz i nic nie mówię. Stwierdził, że powinnam otwierać prawe okno a nie lewe w kociarni. Niestety w lewym oknie jest siatka i musiałabym ponieść koszty założenia drugiej siatki. Ale jego to nie obchodzi. Wydał rozkaz. Od czasu do czasu zamykał to okno, zastawiał jakimiś przedmiotami. 21 lipca po powrocie z pracy zastałam okno zaklejone klejem a haczyki tak przygięte, że nie można było ich otworzyć.
Mimo że on mi narobił szkód to matka jest po jego stronie.
Kolega mnie pociesza, że matka zmieni zdanie bo „matka to zawsze matka”. Niestety nie moja.
Zdałam sobie sprawę, że ona nie zrobiła nigdy nic aby konflikt zażegnać albo nawet złagodzić. To jest osoba, która w rozmowie z każdym posługuje się hasłami. Nie rozmawia normalnie tylko rzuca slogany. Np. kiedy jest jakiś problem, pada haslo: „a co ja ci na to poradzę?”. Kiedy jest konflikt: „wy wszyscy jesteście tacy sami” i sakramentalne „a dajcie wy mi wszyscy święty spokój”.
Dodaj komentarz